24.lipca
Dzisiaj refleksyjnie...
Czasem są przyjaciele, czasem paczka znajomych, a czasem po prostu ktoś kto jest naszą Bratnią Duszą... Moją Bratnia Dusza to z całą pewnością moja Mama, ale również osoba, która wiele razy dzieliła ze mną moje radości i smutki, z którą widywałyśmy się co najmniej raz w tygodniu na kawę, w "NASZEJ" kawiarence, jadłyśmy ona - ulubioną kanapkę grillowaną, ja - moją sałatkę grecką...
Cóż, w naszym kochanym kraju można być Patriotą długo i sumiennie... Moi przyjaciele byli...
Nie należeli też do tych, którzy chcieli wyjeżdżać, aby dorabiać się za wszelką cenę... Niestety, mimo kreatywności męża mojej przyjaciółki, nasz kraj - a w szczególności miasto, w którym mieszkamy - z wielu różnych przyczyn uniemożliwiło mu znalezienie pracy przez ponad rok... Przy czym podkreślam JEST OSOBĄ KREATYWNĄ, wydawał nawet swoją gazetę... Nie mieli więc wyjścia... on wyjechał w marcu, a moja Bratnia Dusza wczoraj... z synkiem i drugą dzidzią w drodze...
Uff... nie mogę się pozbierać, ale wierzę, że im się uda, że odnajdą tam swoje szczęście, spokój i chyba im życzę, aby zapuścili tam swoje korzenie nasycone dobrą energią...
Ja popłaczę, ale będę musiała się pogodzić, a oni niech tworzą całość, której już nikt nie rozdzieli...
Dobrze, że są moje małe wielkie pocieszki...noo i skype, facebook. itd...
Keep on rockin' !